Żeby dostać się do wybranego liceum trzeba pomyślnie przejść egzamin ósmoklasisty, żeby się dostać na studia, trzeba zdać egzamin maturalny, żeby dostać pracę trzeba podczas rozmowy kwalifikacyjnej wykazać się wiedzą i umiejętnościami. A żeby zostać posłem? Nic nie trzeba, prócz głosów innych ludzi. I – niestety – wielu z tego ułatwienia skorzystało. Piszę „niestety”, bo z tego powodu o naszym losie decydują także ci, którzy nawet z logiką są na bakier, a myślenie zdecydowanie nie jest ich najmocniejszą stroną.
Wśród 460 wybrańców narodu możemy znaleźć co najmniej kilka takich przypadków. W ławie opozycji zasiada np. Kamila Gasiuk-Pihowicz pochodząca z Siedlec (jakimś cudem) absolwentka prawa i ekonomii. Gasiuk-Pihowicz bardzo często udziela się zarówno w publicznych wystąpieniach w imieniu partii, jak i w mediach społecznościowych. Zarówno w tym pierwszym, jak i tym drugim miejscu, uważni mogą znaleźć wiele interesujących „smaczków”, które jednak skazują samą autorkę na pobłażliwe i lekceważące traktowanie. Jako posłanka opozycji, Gasiuk-Pihowicz od tygodni „trąbi” o wyborach w cieniu epidemii deklarując się jako ich stanowcza przeciwniczka w trosce o bezpieczeństwo i zdrowie obywateli. Pokusiła się nawet o własne wyliczenia i wnioski. „W Siedlcach do głosowania uprawnionych jest 59577 osób. Przy zachowaniu bezpiecznego, dwumetrowego odstępu – kolejka wyniesie 119 kilometrów” – napisała na swoim profilu. Nie od razu można zrozumieć sens tych głębokich przemyśleń posłanki. Aby tego dokonać, należy „zniżyć się” do jej poziomu i zrozumieć, iż Gasiuk-Pihowicz chodzi o to, że wszyscy mieszkańcy Siedlec w celu oddania głosu udadzą się dokładnie w tym samym czasie do tej samej urny wyborczej. Abstrahując już od tego, że od początku epidemii rząd mówi o tym, że jedyną dopuszczalną w tym czasie formą wyborów jest głosowanie korespondencyjne.
Jednak z wpisu posłanki jasno wynika, że Gasiuk-Pihowicz nie ma pojęcia, w jaki sposób przebiegają wybory w Polsce w tradycyjnej formie. A to wielka szkoda, bo przecież właśnie w taki sposób znalazła się ławie sejmowej. Może więc ktoś z partii wytłumaczy Pani Kamili, że w każdym mieście jest więcej niż 1 lokal wyborczy, a na oddanie głosu wyborcy mają zwykle czas pomiędzy godz. 7:00 a 21:00. Dzięki temu ponad 50-tysięczne Siedlce wcale nie muszą spotkać się w jednym małym pomieszczeniu i tym samym roznosić bakterii i wirusów na całe miasto.
Z takich i podobnych rewelacji naszych posłów nasuwa się smutny wniosek: ludzie, którzy rządzą naszym krajem, dobrem i majątkiem publicznym, bardzo często nie posiadają elementarnej wiedzy. A szkoda, bo ostatnie klasy podstawówki mają większe pojęcie na temat podziału władzy w Polsce, jej zadań i kompetencji. Rządzący frywolnie zmieniają prawo w Polsce nie znając obowiązujących przepisów i norm oraz startują w wyborach nie wiedząc, jak one przebiegają, a co najgorsze – głos zabierają często w imieniu obywateli kompromitując część społeczeństwa, jeśli nie całe.
Czy wobec tego nie powinno się wprowadzić nowych kryteriów w wyborach parlamentarnych? Np. egzaminów wstępnych ze znajomości systemu w Polsce i obowiązujących przepisów? Niech to będzie nawet egzamin podstawowy na poziomie matury zWOS-u. Czy nie byłoby dobrze, gdybyśmy robili chociaż taki wstępny „odsiew” kandydatów? Może w naszym pięknym kraju byłoby więcej logiki w przepisach i mniej błazenady w publicznych wystąpieniach?
IT

