Inne

Bajka o tym, jak niewiedza pasie propagandę

 

Komisja Nadzoru Finansowego w ostatnim czasie kojarzy nam się głównie z „Aferą KNF” z byłym już jej szefem Markiem Chrzanowskim na czele. Z tego tytułu jest wielce prawdopodobne, że uszło uwadze opinii publicznej, iż na początku grudnia aresztowano poprzedniego szefa KNF Andrzeja J., który tę funkcję sprawował w latach 2011-2016. Aresztowanie ma związek z inną głośną aferą z 2014 roku, w której centrum znalazł się sławetny SKOK Wołomin. Andrzej J. i jego ówczesny zastępca Wojciech K. są oskarżeni o zaniechanie obowiązków w kwestii nadzoru nad wołomińskim oddziałem.

O aresztowaniu Andrzeja J. próżno szukać informacji w lewicowych mediach, które aferą SKOK-ów „żywiły się” przez kilka lat. Skąd taka niekonsekwencja? Cóż, zapewne z tego, że przez lata lewicowe media z największą przyjemnością opluwały senatora PiS Grzegorza Biereckiego współtwórcę SKOK -ów w Polsce, obwiniając go o malwersacje i defraudacje, które miały miejsce w SKOK-u Wołomin. Tymczasem w 2014 roku kiedy wybuchła afera, na mocy ustawy uchwalonej w 2012 roku przez Sejm RP nadzór nad Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi należał do obowiązków właśnie Komisji Nadzoru Finansowego. Wszystko, co działo się w SKOK-u Wołomin działo się tuż pod nosem KNF i jego szefostwa w osobach Andrzeja J. i Wojciecha K, którzy na różnorakich bankietach chętne balowali i fotografowali się z zarządem SKOK Wołomin – Mariuszem G, i Piotrem P. Ci zresztą nie byli zbyt zainteresowani kontaktami z PiS i sami przyznawali, że nie są z prawicy.

Na swoje liczne bankiety i premiery filmów, które produkowali, chętniej zapraszali czołowych polityków z lewicowej strony – chwalili się zdjęciami, na których pozowali z ówczesnym prezydentem Bronisławem Komorowskim, czy byłym prezydentem Lechem Wałęsą. Wtedy Andrzej J. nie widział nic złego w bliskich kontaktach z – jak się później okazało – przestępcami, których powinien kontrolować i dzięki tym kontrolom zapobiec aferze, a przede wszystkim – okradaniu tysięcy klientów SKOK Wołomin. Nie jest też tajemnicą, że sam Andrzej J. całą swoją karierę na wysokich stanowiskach państwowych rozwijał pod protekcją i za rządów Platformy Obywatelskiej. Przed kierowaniem KNF pracował m.in. w warszawskim Ratuszu jako zastępca prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Zarzuty, które obecnie stawia się Andrzejowi J. też nie są bezpodstawne – nieprawidłowości w pracy KNF pod jego kierownictwem wykazał też raport Najwyższej Izby Kontroli, w którym czytamy: „przewodniczący KNF nie dołożył należytej staranności, aby w opiniach przekazanych w sierpniu 2015 r. do NBP i Ministerstwa Finansów, dotyczących wypłacalności SBRzR w Wołominie, zawrzeć wszystkie informacje istotne dla oceny sytuacji ekonomiczno-finansowej banku”.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, że w 2014 roku na terenie naszego kraju działało aż 55 samodzielnych placówek prowadząc niezależną politykę finansową, sprzedażową i każda z nich miała prawo kształtować własny wizerunek, co też robiła. A SKOK Wołomin wyróżniał się na tle innych. Organizował nie tylko własne bankiety i jubileusze, zapraszał do współpracy reklamowej znanego i bardzo wyrazistego wizerunkiem piosenkarza Michała Wiśniewskiego, ale też był sponsorem wielu imprez dla społeczności wołomińskiej – festynów, koncertów – wszystko z dobrego serca i dobrej woli zarządu. Pod tą piękną przykrywką, poza zasięgiem pierwszego i głównego oddziału SKOK prowadzone były nieczyste gry, które – jak później oszacowano – przyniosły straty klientom SKOK-u w łącznej wysokości ok. 1,5 mld zł.

Absurdalne oskarżenia lewicowej prasy łączące twórców SKOK-ów w Polsce z jedną placówką w Wołominie były tylko mierną propagandą żywiącą się niewiedzą Polaków. Tymczasem gdyby obywatelom chciało się wówczas zweryfikować te rewelacje, a nie wierzyć we wciskany im kit, bez trudu znaleźliby – choćby w sieci – podstawy prawne mówiące o działaniu SKOK-ów i ich wzajemnych relacjach. Takie regulacje pojawiły się w polskim prawie jeszcze przed aferą SKOK-u Wołomin – w 2009 i dalej – w 2012 roku, czyli – jak łatwo zauważyć – były to ustawy przyjęte przez rząd Platformy Obywatelskiej. Nie po raz pierwszy zatem lewicowym mediom „zdarzyło się” wykreować własny świat i własną rzeczywistość, łącząc kompletnie niepowiązane ze sobą podmioty – wszystko dzięki niewiedzy obywateli. Zanim więc po raz kolejny damy się wpuścić w kanał lewicowej propagandy warto sprawdzić informacje w oficjalnych, jawnych źródłach – w dobie wszechobecnego internetu nie jest to takie trudne, a pomoże nam zweryfikować jak jest naprawdę!

MO

Udostępnij

Zostaw pierwszy komentarz

Obserwuj nas