„Szambo, dno, zero, porażka, śmieci”… Tak o pomysłodawcach i autorach okładki „Faktu” z dn. 1 września publicznie wypowiadali się polscy dziennikarze. Dziennikarze (a nie fabrykanci), których niestety merytoryczne zdanie i emocje zostały przygaszone bełkotem zaprzedańców!
O tym jak bardzo media mogą skrzywdzić człowieka, po 10 latach pracy w tej branży przekonałam się niedawno… A w głowie zakłębiły się niczym czarne chmury, niestety… słowa Ryszarda Kapuścińskiego „Boję się świata bez wartości. Bez wrażliwości. Bez myślenia. Świata, w którym wszystko jest możliwe. Ponieważ wówczas najbardziej możliwe jest zło”. Jak bardzo cesarz reportażu miał rację, pokazała okładka „Faktu”, dzięki której wydawcom udało się zarobić nieco grosza. Oczywiście piszę to prześmiewczo, bowiem choć kasa się posypała, wielu ucierpiało i dzięki Bogu wielu „szmatławcowi” (jak mówią internauci) – nie wybaczy. Ale ja szanowni Państwo trochę „Fakt” rozumiem (śmiech – red.). Nie są w stanie przygotować czegoś co może edukować, bawić, rozwijać, czegoś merytorycznego to karmią nas tragedią drugiego człowieka, kopią leżącego, plują z podwórka do domu…
„Słowa staniały. Rozmnożyły się, ale straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich dużo. Mrowią się, kłębią jak chmary natarczywych much. Ogłuszają”. (mistrz R. Kapuściński)
Emocje, ludzka tragedia, śmierć, kalectwo… To wszystko napędza show biznes i poczytność. Nie tylko w internecie, ale przede wszystkim w prasie. Choć pewne sytuacje zostać winny bez komentarza. Ale okładka „F” o której mówimy jest genialna na swój sposób, bo doskonale oddaje poziom tej gazety. Nisza niszy, tragedia tragedii, dno den! Wszak milczenie „i zachowanie się jak trzeba” to już nie sztuka. To cnota!
Od razu po tym, jak WP ustaliła, że syn b. premiera Leszka Millera najprawdopodobniej popełnił samobójstwo, media winny zamilknąć. Podać informację do wiadomości i zamknąć temat. Z szacunku! Do b. premiera, Polaka, a przede wszystkim ojca, który na zawsze stracił jedyne dziecko. Ale co to obchodzi media niemieckie? Co to obchodzi mainstream i bezwzględną propagandę? Po co dla nas Polaków, naszego b. przywódcy szacunek, kiedy można liznąć rozgłosu i pieniędzy? Po co zachować jakąkolwiek kulturę? Po co w ogóle szanować drugiego człowieka? I tym dnem den (nie wiem czemu lubię to określenie) nie był obszerny artykuł o problemach Leszka Millera JR z depresją czy rozpadem małżeństwa.
Ciosem w podbrzusze, żeby nie powiedzieć w genitalia, była okładka. „Ojciec wybrał politykę, a syn sznur”. Ten bezczelny i nieludzki tytuł nie powinien nigdy ujrzeć światła dziennego! Redakcyjne kuluary to co innego niż publikacja! Ale niestety, ujrzał.
Na reakcję wielu ludzi myślących, nie trzeba było czekać. Szefowa gabinetu politycznego premiera Leszka Millera (2003 i 2004 r.) Aleksandra Jakubowska skomentowała ten precedens: „Wracam z pogrzebu Leszka Millera Jr. Widziałam rozpacz Oli, Leszka i Moniki… Porządny człowiek z tym brukowcem, którego nazwy brzydzę się wymienić, nie powinien mieć nic wspólnego!”. Moja dobra znajoma była kiedyś na pogrzebie dorosłej córki swojej koleżanki. Po tym wydarzeniu spotkałyśmy się przypadkowo na ulicy „to nie ta kolejność, pochować własne dziecko, to najgorszy dramat jaki może spotkać człowieka”. Jestem dziennikarką, zawsze mam coś do powiedzenia. To był mój pierwszy raz, kiedy nie mogłam wydusić z siebie nawet słowa, nawet słowa współczucia…
W chwilach tak wielkiego dramatu chyba każda osoba publiczna chciałaby być anonimowa, schować się pod kocem ciszy i przeżyć rodzinną tragedię z najbliższymi. B. premier odniósł się jednak do osobistego dramatu na antenie radia RMF FM. „Czas co najwyżej oswaja z ranami, albo też powoduje, że następuje proces adaptowania się do nowej sytuacji, ale rany pozostaną do końca życia i ból również będzie mi towarzyszył do końca życia. (…) Jest dręczące pytanie – dlaczego tak się stało. Ja i moja żona mamy świadomość, że to pytanie będzie nam towarzyszyło do końca życia”. Po takich słowach i nam na usta i „klawiaturę” ciśnie się pustka, przepaść, nicość i pytanie „dlaczego”…
EP

