Inne

Brudna strona raju?

 

Kiedy po tygodniach obostrzeń i strachu o zdrowie własne i najbliższych nastąpiło wreszcie powolne odmrażanie gospodarki i życia społecznego, gdańszczanie szturmem ruszyli do znanych i lubianych miejsc rekreacji, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Zapełniły się skwery, parki, bulwary i plaże. Każdemu brakowało oddechu w otoczeniu natury i tej zwyczajnej (ale nagle odebranej) wolności. To oblężenie ujawniło niestety inne strony naszych ulubionych miejsc. Strony może nie tyle ciemne, co… brudne.

Jakie miejsce w Gdańsku kojarzone jest z piękną zielenią, urokliwymi alejkami, potokami i stawami przy których można spacerować całymi godzinami? To oczywiście Park Oliwski – miejsce ikona, duma i zielona wizytówka miasta. Choć dbałości o drzewa, równo przycięty trawnik i kompozycje kwiatowe służbom miejskim nie można odmówić, to jeden dość istotny element może popsuć odwiedzającym wizytę. Wie o tym każdy, kto próbował spędzić w Parku Oliwskim dużo czasu. Prędzej czy później u każdego zdrowego człowieka ujawniają się podstawowe potrzeby fizjologiczne. I choć raczej każdy „tutejszy” doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w parku toalety się nie znajdzie, to wielu turystów i gości traci mnóstwo czasu w desperackim poszukiwaniu miejsca, gdzie król chodzi piechotą. Dlaczego w tak reprezentacyjnym miejscu brakuje ubikacji? Być może widok kolorowych „budek” toaletowych spod logo znanej w tym biznesie firmy mógłby nieco zaszkodzić walorom estetycznym naszego rajskiego zakątka, ale przecież w parku i jego okolicy jest dużo lokalizacji, w których można zorganizować sanitariat.

Niestety, bark toalet w Parku Oliwskim to problem pojawiający się od wielu lat i co jakiś czas podnoszony przez mieszkańców. Swego czasu w mediach oprócz kategorycznych apeli do zarządcy parku oraz władz miasta pojawiały się także zdjęcia dokumentujące, jak bardzo ubikacje w tym miejscu są konieczne. Spacerowicze z barku toalet korzystali czasami z… Grot Szeptów. Cenne kulturowo pozostałości po ozdobnych instalacjach XVIII-wiecznego wyposażenia Parku Oliwskiego zamienione w miejsca załatwiania potrzeb fizjologicznych dziwnym trafem nie zmotywowały miasta do ustawienia toalet. Pojawiały się za to pomysły, by w okolicy grot zainstalować… monitoring, który miałby przyłapywać przechodniów na łamaniu zasad. Cóż, czasem tak się zdarza, że najprostsze rozwiązanie przychodzi do głowy najpóźniej… Po odrestaurowaniu Grot Szeptów przestały one służyć jako ubikacje, jednak problem pozostał nierozwiązany.

Niestety do tej pory w Parku Oliwskim – z przymusu – załatwia się potrzeby fizjologiczne. Panowie korzystają z drzewnej „zasłonki”, dzieci z dowolnych miejsc… Najtrudniej mają panie, więc im pozostaje krążyć wokół parku w bezskutecznym poszukiwaniu WC. Niemniej aplikowanie nawozu naturalnego w idealnie skoszony trawnik wcale nie jest ani rozwiązaniem ekologicznym, ani estetycznym nie wspominając już o komforcie spacerowiczów. Światełkiem w tunelu są plany, według których toalety miałyby się pojawić w odnowionej palmiarni. Niestety, modernizacja obiektu się przedłuża i zakończy się nie szybciej niż w przyszłym roku. A do tego czasu Park Oliwski odwiedzą kolejne tłumy mieszkańców i gości, którzy będą mieć problem ze znalezieniem sanitariatu. Najbliżej zlokalizowana łazienka znajduje się przy Bazylice Archikatedralnej, jednak zazwyczaj jest ona zamknięta. A nawet gdyby jakimś cudem była czynna, to przeciętny turysta nieznający miasta nie ma szans jej znaleźć bez jakichkolwiek znaków oraz informacji. Logicznym więc wydaje się, że dopóki piękne nowe ubikacje w budynku palmiarni nie będą skończone i oddane do użytku, miasto powinno zapewnić rozwiązanie tymczasowe. Tym bardziej, że – jak już wspominaliśmy – problem wcale nie jest „nowy”.

Jedno z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w Gdańsku, do którego zaprasza się turystów i pokazuje jako swoją wielką chlubę nie może być traktowane jak naturalna toaleta z powodu braku tych „cywilizowanych”. Nazywając rzeczy po imieniu trzeba przyznać, że to skandal, iż przez tyle lat zgłaszania problemu nie znalazł się w mieście nikt, kto mógłby zająć się tą sprawą. Tym bardziej, że nie potrzebna tu żadna głęboka filozofia, a jedynie minimum wysiłku. Zorganizowanie choćby tymczasowej publicznej ubikacji w pobliżu parku nie jest inwestycją ani czasochłonną, ani kosztowną. Zapominając jednak o takich szczegółach miasto zamiast reklamy i powodu do dumy załatwia sobie… kupę wstydu.

IT

Udostępnij

Zostaw pierwszy komentarz

Obserwuj nas