Kilka dni temu radni miasta Gdańska z ramienia PiS wspierani przez posła Kacpra Płażyńskiego sprzeciwili się propozycjom zmiany planu zagospodarowania przestrzennego części pasa nadmorskiego w Brzeźnie. Władze Gdańska odpowiedziały na zarzuty podczas konferencji prasowej zorganizowanej w środę, 24 lutego. Z kolei w czwartek, 25 lutego, chwilę przed rozpoczęciem obrad Rady Miasta Gdańska poseł PiS wraz z radnymi przedstawili nowe okoliczności sprawy zagospodarowania przestrzennego Brzeźna. Okazuje się, dzień wcześniej do prezydium RMG wpłynęło pismo sugerujące, że urzędnicy z gdańskiego magistratu mogli wprowadzić w błąd instytucję Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Kilka dni temu podczas konferencji prasowej poseł PiS Kacper Płażyński oraz radni miasta Gdańska z ramienia tej partii informowali o propozycji zmiany planu zagospodarowania przestrzennego pasa nadmorskiego w Brzeźnie. Nowy plan miałby dopuszczać wycinkę części drzew i zabudowę deweloperską na tym terenie. Politycy PiS stanowczo sprzeciwili się tym planom oraz zaapelowali do władz miasta oraz radnych koalicji rządzącej o rezygnację z proponowanych zmian. Pisaliśmy o tym tutaj.
Władze Gdańską chcą walczyć z „fake newsami”
Wczoraj, 24 lutego podczas spotkania z mediami na te zarzuty odpowiadał wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak wraz ze współpracownikami: Ireną Grzywacz – kierownikiem zespołu urbanistycznego w Biurze Rozwoju Gdańska oraz Jackiem Skarbkiem – prezesem Gdańskiej Infrastruktury Wodociągowo-Kanalizacyjnej Sp. z oo.
– Przede wszystkim zależy nam na tym, aby ten teren służył mieszkańcom. Poza terenem inwestycyjnym, terenem prywatnym, chcemy aby pojawiły się usługi: usługi gastronomii, usługi kurortowe, prozdrowotne, po to, żeby do Brzeźna można było z powrotem przyjeżdżać jak do kurortu. I ten potencjał, który tam leży, chcemy budować w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, gdzie celem publicznym ma być rozbudowa molo w Brzeźnie po to, żeby pieniądze z tego partnerstwa publiczno-prywatnego zostały w Brzeźnie. Żeby zostały zainwestowane na rzecz mieszkańców Brzeźna. I to jest wizja, o której mieszkańcom opowiadaliśmy i robiliśmy to w sposób bardzo przejrzysty – mówił Piotr Grzelak.
Wiceprezydent Gdańska odniósł się też do zarzutów opozycji dotyczących niszczenia i wycinki terenów zielonych. Zapewnił, że aktualnie ochrona planistyczna dotyczy tylko małego zadrzewionego skrawka, o powierzchni niespełna 1 hektara. Tymczasem przygotowany plan zagospodarowania poszerza obszar zieleni na tym obszarze do 5 hektarów.
Radni PiS w swoich wystąpieniach zarzucili władzom Gdańska działania służące bardziej deweloperom, niż mieszkańcom Gdańska. Natomiast Irena Grzywacz z Biura Rozwoju Gdańska poinformowała, że inwestor zabiegał o korzystną dla siebie zmianę sześciu parametrów zabudowy – wszystkie te wnioski zostały odrzucone przez Prezydenta Miasta Gdańska.
Kacper Płażyński wskazywał też na zagrożenie dla podziemnych ujęć wody zlokalizowanych w Brzeźnie ze strony zabudowy mieszkaniowej. Jacek Skarbek, prezes GIWK odparł, że państwowe rozporządzenie, w którym znajdują się stosowne regulacje, nie skupia się na ochronie powierzchni przed zabudową, ale na tym, by nie doszło do zakłócenia stosunków wodnych. Oznacza to, że na tym obszarze obowiązuje ograniczenie odwodnień – lustro wód podziemnych jest na poziomie 1 metra, nie może więc spaść poniżej dwóch metrów. W praktyce pociąga to za sobą konieczność budowania wszelkich kondygnacji podziemnych w tzw. wannach lub za ściankami szczelnymi, co chronić ma przed odwodnieniami również w trakcie realizacji inwestycji.
Wiceprezydent Grzelak podkreślał również, że wszelkie uwagi zgłaszane przez mieszkańców są dla władz miasta szczególnie istotne, dlatego też część z nich zostało uwzględnionych w projekcie uchwały.
Radni PiS interweniują
W czwartek, 25 lutego, tuż przed rozpoczęciem Sesji Rady Miasta Gdańska poseł Kacper Płażyński wraz z radnymi PiS ponownie zabrał głos w sprawie zmiany planu zagospodarowania przestrzennego w Brzeźnie. Zdaniem posła pojawiły się nowe okoliczności, które powinny zadecydować o zdjęciu z obrad RMG punktu o projekcie dotyczącym Brzeźna. Uważa, że Pomorski Konserwator Zabytków mógł zostać wprowadzony w błąd przez gdańskich urzędników w sprawie wysokości drzew w Brzeźnie.
-Projekt dopuszcza wykonanie tam zabudowy, która nie będzie przekraczać wysokości lasu. Tymczasem według pomiarów stowarzyszenia „Zielona fala” drzewa są dużo niższe niż wskazali urzędnicy. Konserwator wysłał pismo w tej sprawie do władz Gdańska, ale dokument nie został ujawniony radnym – mówił poseł.
Członek Komisji Planowania Przestrzennego Przemysław Majewski poinformował, że dzień wcześniej do prezydium RMG wpłynęło pismo od PWKZ Igora Strzoka. Konserwator Zabytków zwrócił uwagę, że jego urząd otrzymał od urzędników miejskich informację, że na wskazanym obszarze drzewa osiągają wysokość 19,5 m. oraz 22.5 m. Tymczasem lokalni działacze ze stowarzyszenia „Zielona Fala Trójmiasta” poinformowali Konserwatora Zabytków, że według ich pomiarów wysokość drzewostanu w pasie nadmorskim w Brzeźnie wynosi 8-12 metrów z nielicznymi drzewami o wysokości 15 m. – Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że PWKZ – jako organ uzgadniający – został wprowadzony w błąd w toku procedury planistycznej dotyczących wysokości lasu. (…) Uznając, że na obecnym etapie okoliczność ustalenia wysokości lasu ma kluczowe znaczenia dla oceny prawidłowości procedury planistycznej w zakresie prawdziwości materiałów planistycznych przedstawionych PWKZ do uzgodnienia, wnoszę o zdjęcie z porządku obrad Rady Miasta Gdańska uchwały planistycznej dotyczącej projektu MPZP dla Brzeźna – czytamy w piśmie Igora Strzoka.
Przemysław Majewski dodał, że dokument trafił do władz Gdańska w trakcie obrad komisji, jednak nie poinformowano o tym jej członków. Pismo zostało przekazane radnym dopiero w czwartek rano, czyli niedługo przed rozpoczęciem Sesji RMG.
Radni PiS zaapelowali do władz Gdańska i pozostałych radnych o zdjęcie tego punktu z porządku obrad.
-Jeżeli pomiary aktywistów z „Zielonej Fali Trójmiasta” zostaną potwierdzone przez Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i okaże się, że rzeczywista wysokość drzew znacznie się różni od tej przedstawionej przez urzędników miejskich, to nie mamy do czynienia z nierzetelnością, ale mamy do czynienia z tym, że jeden z urzędników, który się pod tym dokumentem podpisał, po prostu złamał prawo. Złamał prawo w sprawie, która dla potencjalnych beneficjentów deweloperów, jest warta dziesiątki, a może setki milionów złotych – zakończył Kacper Płażyński.

