Do absurdów dochodzi przed wyborami w Wejherowie, o czym informują naszych dziennikarzy mieszkańcy miasta. A zaczęło się niby niewinnie, od „ukarania” prezydenta. Krzysztof Hildebrandt nie otrzymał absolutorium, a pomorski świat samorządowy wybuchł gromkim śmiechem… zdziwienia!
Temat ten komentowało wielu włodarzy, mając na ustach wyrażenia, które paść tu nie powinny, a przynajmniej nie możemy ich publikować. Jednak samorządowe gierki kontrkandydatów prezydenta są dla wielu wejherowian bardzo czytelne i zbyt prymitywne. Bo gdzie byli Ci zbawcy Wejherowa dwa, trzy lata temu? No właśnie, szukać na próżno… Szkoda tylko, że oponenci Hildebrandta myślą, że ludzie są głupsi od nich. Tym samym nie traktują ich poważnie, zawracając głowy wyborcom zwyczajnymi pierdołami. Bo czy mieszkańcy są traktowani serio jeżeli dany radny najpierw głosował za uchwaleniem budżetu w takim kształcie, a po jego ewidentnym wykonaniu jest zdania, że absolutorium się władzom nie należy?
A tak naprawdę ta banda krzykaczy przedwyborczych nie ma pojęcia jakie w rzeczywistości uchybienia włodarzy mają miejsce gdzie indziej. I to one zasługują na potępienie! Są podejrzenia o współpracę z SB, są niejasności w oświadczeniach majątkowych, rozpasanie deweloperów tak, że wjeżdżając do miasta jego nazwę przyćmiewa wielki szyld biznesmena budującego tu mieszkania! A nepotyzm to chleb dnia powszedniego.
Przeciw faktom nie ma argumentów, na szczęście. Dziś w dobie internetu i mediów społecznościowych można ludziom wciskać każdy absurd. Trzeba to robić tylko umiejętnie! A to takie deja vu! W minionych wyborach też miała miejsce czarna, nieprzyzwoita gierka. W Wejherowie wydawano wówczas gazetę do zadań specjalnych „Fakt wejherowski”. Oczywiście można było w niej przeczytać, jaki to świat nie zły przez właśnie jedną osobę – włodarza miasta. Nierób, leń, krętacz ten Hildebrandt – oczywiście nie dosłownie – ale cel i wydźwięk tego wszystkiego był jeden – zniszczyć prezydenta…
Jak pokazała jednak mądrość, wejherowianie wybrali tego kto rzeczywiście na rzecz miasta pracuje, a nie tylko plecie androny na prawo i lewo. Zdecydowali na bazie konkretów, argumentów, a nie mało kontrfaktycznych stwierdzeń i pomówień. Gdy byłam małą dziewczynką rodzice zawsze powtarzali mi, że nigdy nie można lekceważyć drugiego człowieka. Jak tak patrzę na niektórych „zapracowanych” przed wyborami kombinujących działaczy to mam wrażenie, że wielu wejherowian uważają za głupszych od siebie, chcąc przekonać ich np. tym, że obecne władze są „be”, bo mieliśmy falę upałów, a miasto nie zorganizowało kurtyn wodnych. A one są niezbędne! Bardziej od drogi czy remontu szkoły! Tak, kurtyny wodne! To hasło powinni podkupić inni samorządowcy. „Obiecuję ja najlepszy kandydat na wójta gminy X, że w całej gminie nie zabraknie kurtyn wodnych! Nie drogi i bezpieczeństwo, będą kurtyny! I ja zdecydowałem się nieść ten krzyż, startować w wyborach żeby wybawić naszą małą ojczyznę. Wspierają mnie dobrzy ludzie, mogę znieść wszystko”. Przepraszam Państwa za takie cytaty, wiem brzmią absurdalnie, ale co ja mogę zrobić kiedy takie argumenty padają przed wyborami – i to w wielu miastach! Ludzie kochają swoje „ja”. „Ja startuję”, „ja zniosę to brzemię”, „jam najlepszy”… O tempora o mores!
I tu już musi zadecydować Państwa zdrowy rozsądek. Czy kurtyny wodne na parę upalnych dni są rzeczywiście najważniejsze? Czy ludzie uwierz¹ w niby konieczne linczowanie włodarzy miasta za kwestie, które w rozwoju tego samorządu zdecydowanie nie mają żadnego znaczenia… Dlaczego obecni przedwyborczy gracze nie szanują mieszkańców na tyle, że paplają głupoty, w które „ciemny” lud ma uwierzyć? Jean Cocteau powiedział: „Dramatem naszych czasów jest to, że głupota zabrała się do myślenia”. Niektórzy wejherowscy „przedwyborczy działacze” są tego najlepszym przykładem. Na szczęście każdy swój rozum ma. Mądrych decyzji i w zgodzie ze swoim sumieniem Państwu życzę!
EP
Krzykaczy, którzy w numerze dopatrują się „mojego wznoszenia się na wyżyny dziennikarskie” (to cytat z internetu dotyczący jednego z moich materiałów) informuję, że powyższy tekst jest felietonem. Tak wiem, nie każdy wie co to „trudne” słówko oznacza, więc ośmielę się wyjaśnić. Felieton, czyli te linijeczki powyżej zapełnione wyrazami… Jest to tekst silnie nacechowanym indywidualizmem autora i nastawiony na kontakt z Czytelnikiem, Odbiorcą danego problemu. Budowanym na bazie jego doświadczeń! Ma uczyć, jednocześnie bawiąc. To źródło słów żywych i dowcipnych. Warto więc uzupełnić szkolne braki (bodajże z podstawówki jeszcze!).

