Czy słynny Mao ma rację? Czy warto? Czy taką politykę chcielibyśmy widzieć, a może polityka bez swoich „ofiar” już polityką nie jest? Zaglądamy zatem do polityki mającej na celu zagarnięcie gdańskiego podwórka. A słowa – zagarnięcie – proszę nie traktować jako przenośni!
Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wyprzedza ruchy wyborcze Platformy. Najpierw bez zgody macierzystej partii ogłosił swój start w wyborach zaznaczając, że niezależnie od poparcia PO nie zrezygnuje z ubiegania się o reelekcję. W ostatnich dniach, jeszcze przed ogłoszeniem przez Koalicję Obywatelską Jarosława Wałęsy jako kandydata na fotel w gdańskim magistracie, przedstawił swój program wyborczy: „Nowy Pakt dla Gdańska”. Pakt zawiera osiem głównych, bajkowo brzmiących haseł. Przytaczamy niektóre.
„Szczęśliwa gdańska rodzina”. A to rodzinne szczęście ma zapewnić miesięczny bon żłobkowy w kwocie 500 zł i inne, już nie tak precyzyjnie określone działania, jak walka z depresją u osób młodych i rozbudowa oferty dla rodzin w ramach Karty Mieszkańca. Adamowicz proponuje też zwiększenie wsparcia i opieki dla starszych mieszkańców – niestety nie wiemy w jaki konkretnie sposób. Gdańsk ma być nową Atlantydą dla pieszych – prezydent Adamowicz w ciągu najbliższych 5 lat chce doprowadzić do tego, by na ulicach miasta było „Zero wypadków śmiertelnych z udziałem pieszych”. Jak to zrobi? Przede wszystkim teoretyczną edukacją i kolejnymi osobami na publicznych stanowiskach – wzorem oficera rowerowego powołany zostanie bowiem oficer miejski ds. pieszych, a wszystkie szkoły miejskie i przedszkola przejdą audyt pod względem bezpieczeństwa drogowego. Jeśli chodzi o praktykę, podobno będą powstawać kolejne strefy tempo 30, skrzyżowania równorzędne, a przejścia dla pieszych przejdą modernizację.
Utopijna wizja prezydenta Adamowicza zakłada, że Gdańsk będzie „Idealnym miejscem do życia”. Jak to się stanie? Będzie dużo… wszystkiego! Inwestycja będzie poganiać inwestycję! I będą to różne, nawet „Małe wielkie inwestycje” jak budowa nowych pływalni, całorocznego lodowiska, nowych szkół, przedszkoli i żłobków. Finalnie Gdańsk ma być „Miastem obywatelskim” zachęcającym mieszkańców do aktywności obywatelskiej. A że nic nie zachęca lepiej niż pieniądze, miasto Gdańsk zamierza przekazać 100 mln zł gdańskim organizacjom pozarządowym. Nie wiemy, którym konkretnie, ale biorąc pod uwagę zaangażowanie prezydenta w sprawy „tęczowych” możemy się domyślać, że to właśnie do takich stowarzyszeń powędrują pieniądze gdańszczan.
Włodarz stolicy Pomorza nie boi się górnolotnych, poetyckich wręcz sformułowań. Jednak czy polityka to dobre środowisko dla utopijnych planów? Polacy mają już za sobą kilkanaście edycji wolnych wyborów. Przez ten czas zdążyli nauczyć się, że ogólnikowe obietnice do niczego nie prowadzą, bo trudno zweryfikować wywiązanie się z nich. Liczą się konkrety: zrobię to i to. I wtedy, po czterech latach, łatwo jest ocenić: czy zostało to zrobione? Po ostatnich wyborach w kraju można łatwo wywnioskować, że Polacy wolą mniejsze konkrety od hasełek o szerokim znaczeniu. Może to właśnie one powinny być inspiracją dla obecnego prezydenta? Może osiem pięknych zdań o szerokim znaczeniu zwęzić choćby do trzech konkretów? Zważając na taktykę, jaką w kampanii przyjęli kontrkandydaci Adamowicza, zapewne ten „Nowy Pakt” zostanie przez nich ostro potraktowany.
Do tej pory wydawało się, że to Paweł Adamowicz rozdaje karty w walce o fotel prezydenta Gdańska i w zasadzie nie ma się kogo obawiać. Nawet jego macierzysta partia – PO zwlekała z ostatecznym ogłoszeniem swojego kandydata w wyborach. Kiedy w końcu zdecydowała się połączyć siły z Nowoczesną i wspólnie wystawić Jarosława Wałęsę, Adamowicz najwyraźniej poczuł zagrożenie. Zaledwie chwilę po ogłoszeniu decyzji KO wystosował oficjalne oświadczenie, w którym wzywa Wałęsę do zawiązania sojuszu przeciwko kandydatowi PiS. „Nie jesteśmy przeciwnikami, jesteśmy tylko konkurentami. Przeciwnik jest gdzie indziej. Dlatego proponuję zawarcie paktu o nieagresji. Wzywam i proszę przyjaciół z PO oraz osobiście Jarosława Wałęsę nie atakujmy się wzajemnie, bo na tym skorzysta tylko ktoś inny. Skorzysta nominat Jarosława Kaczyńskiego. Prowadźmy kampanię fair, w sposób cywilizowany i europejski” – pisze w oświadczeniu prezydent. Jednocześnie wbija szpilę dotychczasowemu europosłowi sugerując, że dotąd niespecjalnie interesował się sprawami Gdańska: „Trudno zauważyć jakieś szczególne zaangażowanie Jarosława w sprawy gdańskie. Przez wiele lat w zasadzie był aktywny, ale poza Gdańskiem. W ostatnim czasie nie widzieliśmy go na naszych gdańskich marszach w obronie demokracji i wolności, nie zabierał głosu w obronie Muzeum II Wojny Światowej czy przeciwko przejęciu Lotosu przez Orlen”. Na koniec wzywa Jarosława Wałęsę do debaty. Niestety, w zaproszeniu nie uwzględnił pozostałych kandydatów: Kacpra Płażyńskiego i prof. Andrzeja Ceynowy.
Czyżby oznaczało to lekceważenie polityków PiS i SLD? A może nową taktyką włodarza Gdańska jest zawiązanie sojuszu z Wałęsą do pierwszej tury wyborów, by pozbyć się pozostałych kontrkandydatów i ostatecznie w drugiej turze stanąć w szranki z protegowanym KO? Jeśli tak, to niestety może się to odbić niekorzystnie na wyniku wyborczym Adamowicza.
W polityce jak w sporcie – nie wolno lekceważyć przeciwnika, nawet jeśli jest on pozornie niewidzialny czy mało znany. Może się okazać, że to właśnie „kandydat znikąd” zgromadzi największą rzeszę zwolenników i ostatecznie zwycięży w wyborach. Przecież polityka, nawet polska, zna już takie przypadki. Wybory wygrywa się czasem nawet pokorą…
***
A tak wracając do naszego tytułu… Autorem słów jest oczywiście Mao Zedong. I dalej parafrazując cytowanego. Siła polityczna nie zawsze musi wyrastać z lufy karabinów. Dziś potężniejsza chyba nawet od broni atomowej jest moc informacji…
IT, EP

