
Ostatnio jak u Hitchcocka, na początku tygodnia zderzamy się z wydarzeniami na miarę trzęsienia ziemi, a potem..?
A potem jest coraz ostrzej, szybciej i mocniej.
Kiedy zaczęła się wojna w Ukrainie, aneksja Krymu, potem Donbas i Ługańsk wydawało się, że już nic gorszego Europy nie spotka. A potem były powtarzające się akty terroru w Belgii, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i nie tylko. Panika, krew, płacz, obawy co dalej. Powstał też problem uchodźców, który wciąż nie rozwiązany straszy Europę. Komu do głowy przyszło, że wojna w Syrii będzie miała taki wpływ na kraje starego kontynentu? A tzw. Państwo Islamskie? Kto mógł przypuszczać, że w XXI wieku z tego typu zorganizowanymi fanatykami nie będą mogły sobie poradzić nawet mocarstwa? Nikt z nas nie przewidywał też, że ważnego znaczenia nabierze agresywna postawa jednego z naszych sąsiadów – Rosji.
Jak jeszcze do tego dołożymy niespodziankę jaką zgotowała Unii Europejskiej, czyli też nam, Wielka Brytania w postaci Brexitu to naprawdę można sobie zadać pytanie jak długo będziemy zaskakiwani? Co dalej? I co się jeszcze może zdarzyć?
Sadzę, że ogromnym zaskoczeniem była też próba puczu w jednym z państw członkowskich NATO, w Turcji. Jeszcze większym – to co zaczęły wprowadzać władze tego państwa po opanowaniu sytuacji. Kiedy już trochę ochłonęliśmy po newsach o aresztowaniach tureckich dziennikarzy, sędziów, naukowców, polityków i żołnierzy nagle okazało się, że prezydent Turcji Erdogan odnalazł przyjaciela w osobie niedawnego przeciwnika prezydenta Rosji – Putina.
Gdzie sens, gdzie logika? Jeszcze można zrozumieć, gdy państwa w imię interesów gospodarczych czasami wykonują dziwne tańce na śliskiej linie, bratając się w imię narodowego biznesu nawet niekoniecznie z przyjaznymi krajami, ale Turcja i Rosja? Jeszcze niedawno, po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu przez Turków obawialiśmy się bardziej wojny niż serdecznych uścisków obydwu prezydentów. Prezydent Erdogan mówi nie tylko o współpracy gospodarczej i kulturalnej, ale też wojskowej z Rosją. A przecież to kraj NATO, który Rosja wpisała w swojej doktrynie wojskowej jako główne zagrożenie i przeciwnika.
O co więc chodzi Erdoganowi? Czy tylko straszy USA i UE czy naprawdę zamierza dokonać rewolucji w światowym systemie bezpieczeństwa?
Bo jak by na to nie patrzeć Rosja to militarne mocarstwo, drugie po USA w świecie. A Turcja to także wojskowa potęga, druga pod względem potencjału w NATO.
Mam nadzieję,że prezydent Erdogan jednak nie zapewni nam kolejnych wrażeń „jak u Hitchcocka”, bo co do Prezydenta Putina, to myślę, że bardzo by mu się to podobało.

