Inne

I kto tu jest najbardziej zdziczały?

 

„Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka” – pisał Jan Brzechwa. Jak się okazuje, dzik nie tylko potrafi przestraszyć, ale też może być przyczyną rozłamu Polski, która na początku stycznia podzieliła się na dwa obozy: „za” dzikiem i „przeciw”. Rozłam ten – uzasadniony czy też nie – obnażył dwulicowość i niekonsekwencję lewicy i pseudoekologów. Bo nagle się okazało, że dziki powinny być niemal święte. A jeszcze nie tak dawno temu, ludzkiego płodu nie można było uznać jako człowieka… Czy w tym świecie na pewno wszystko jest w porządku?

Afrykański Pomór Świń (ASF) to niemały problem dla gospodarki nie tylko polskiej, ale europejskiej. W wielu krajach, gdzie wykryto przypadki ASF u przenoszących tę chorobę dzików zdecydowano się na odstrzał zwierząt – to jedyny sposób by zatrzymać epidemię. W Niemczech w 2018 roku odstrzelono blisko milion sztuk. Populacja zwierząt w tym kraju, nawet mimo tak wielkiego odstrzału, nie ucierpiała, a przynajmniej udało się zatrzymać chorobę i wielomilionowe straty dla krajowej gospodarki. Abstrahując już od tego, że zbyt duża populacja dzików niszczy uprawy rolnikom i tereny zielone, nawet w wielkich miastach (wystarczy spojrzeć choćby na Oksywie czy Obłuże w Gdyni). Tymczasem w Polsce lament wywołały plany odstrzelenia 200 tysięcy sztuk przy populacji sięgającej ok. pół miliona lub więcej. Lewicowe media epatowały dramaturgią z nagłówkami typu: „totalna obława”, „eksterminacja dzików”, „barbarzyństwo”, „rzeź niewiniątek”. Na szczególną uwagę zasługują w tym przypadku nie dziki, a właśnie ci najbardziej lamentujący.

Plany ministra rolnictwa z ramienia PiS krytykowała szczególnie – a jakże – opozycja gorliwie wspierana przez lewicowe i pseudoekologiczne środowiska. Partia Schetyny przekonywała, że ten zły PiS wcale nie dąży do wyeliminowania ASF z naszego kraju, a skłania się ku brutalnej i obrzydliwej eksterminacji dzików! Szef pomorskiej Platformy, poseł Sławomir Neumann na swoim oficjalnym profilu w medium społecznościowym wyrażał swoje ubolewanie za pomocną mocnego przekazu. Grafika zmontowana z czarno-białego zdjęcia Jarosława Kaczyńskiego, biednych, niewinnych dzików i – aby dodać dramaturgii – rozbryzganej krwi. Do tego podpis: PiS planuje rzeź dzików! Żądamy od Jarosława Kaczyńskiego powstrzymania tego szaleństwa! Nie zachowujcie się jak jaskiniowcy!”. Podobnych wpisów i wypowiedzi członków partii opozycyjnej można znaleźć bez liku. Jakie to urocze, że politycy biorą w obronę niewinne stworzenia. Jakie to urocze, że tak dbają o nasz ekosystem i naturalną polską faunę… Tylko pytanie: dlaczego tak nagle zmienili poglądy? Dlaczego teraz tak płaczą i lamentują? Czyżby cierpieli na zaniki pamięci? Może warto więc cofnąć się trochę w czasie i przypomnieć niektórym pewne fakty…

Największą furię u pseudoekologów i polityków opozycji wywołało nowe rozporządzenie, według którego lochy nie podlegały już okresom ochronnym, co oznacza, że mogły zostać odstrzelone nawet samice w ciąży oraz z młodymi. Wcześniej można było na nie polować tylko od 1 września do 15 stycznia. Jednakże po pojawieniu się ASF, ówczesny rząd zasady zmienił pozwalając na całoroczny odstrzał. I tym ówczesnym rządem był rząd PO-PSL – z dokładnie tymi samymi politykami, którzy dziś tak lamentują nad dramatem dzików.

Z całego tego zamieszania największym absurdem i kuriozum jest jednak postawa PO dająca społeczeństwu do zrozumienia, że partia jest gotowa bronić własną piersią najbardziej niewinnych stworzeń. Najbardziej niewinnych… Ale chwileczkę, jak było jeszcze kilkanaście miesięcy temu, gdy na tapecie była afera w sprawie zaostrzenia przepisów aborcyjnych? Ano tak było: „Ręce precz od naszych macic!” „Aborcja powinna być legalna!”, „To ciało kobiety i tylko ona ma prawo decydować, co z tym ciałem zrobi!”, „Kobiety muszą mieć prawo wyboru w demokratycznym państwie!”, „To nie dziecko/człowiek tylko zarodek, który nie żyje!” itp. itd.. Czyż nie czuć tutaj „drobnego” zgrzytu?

Nie chodzi nam o wypowiadanie się na temat aborcji, ale czy tak wyraźna niekonsekwencja w poglądach nie razi w oczy? Zabijanie dzika w łonie matki to „barbarzyństwo” i „niecywilizacyjny mord”, a zabicie dziecka w łonie matki to „wolny wybór”. A skoro już mowa o ucywilizowaniu, to co to za czasy, że zwierzę stoi wyżej od człowieka? To ma być ta cała „cywilizacja”, że ludźmi będzie rządzić wataha dzików czy pies, za którego uderzenie idzie się do więzienia? Ta cywilizacja jest postawiona na głowie. W absurdalną walkę w obronie dzików, piesków czy jakichkolwiek innych zwierząt włączają się już wszyscy. Także tzw. celebryci chcą pokazać, jacy to oni są empatyczni i wrażliwi na krzywdę. I tak aktor Marcin Dorociński tłumaczy, że ASF nie przenoszą dziki tylko ludzie, a piosenkarka Natalia Przybysz broni pszczółek jednocześnie dokonując aborcji własnego dziecka bo „nie chciało jej się zmieniać mieszkania”. Jak tak spojrzeć na ten obóz „ekologów” i na zwierzęta biegające tłumnie po lesie niszczące rolnikom uprawy oraz tereny zielone to w głowie pojawia się pytanie: kto tutaj jest bardziej zdziczały?

IT

Udostępnij

Zostaw pierwszy komentarz

Obserwuj nas