Kryzys w gospodarce spowodowany epidemią i przymusowym zamknięciem obywateli w domach jest faktem. Wiele branż już wróciło do pracy i robi co może, by jakoś załatać dziury i nie musieć zamykać biznesu. Jedni mogą liczyć na wsparcie zewnętrzne, inni – tylko na siebie. Podczas gdy niektórzy walczą o przetrwanie, inni poddali się już na początku epidemii. W branży medialnej już po pierwszych tygodniach obowiązywania obostrzeń posypały się masowe zwolnienia, redukcje pensji i likwidacje tytułów. Tylko czy aby na pewno jest to wina koronawirusa?
Co za niezwykły przypadek, że pierwsze dni ograniczeń wywołały takie trzęsienie ziemi szczególnie w tych mediach, które opierają się o niemiecki, austriacki lub szwajcarski kapitał. Spółka Bauer Media Polska należąca do niemieckiego przedsiębiorstwa Heinrich Bauer Verlag Kommanditgesellschaft z Hamburga już pod koniec kwietnia zdecydowała o zamknięciu aż 34 tytułów na polskim rynku i zwolnieniu na początek 27 osób. Najpierw zapewniano, że na razie nie będzie ani zamknięć tytułów ani zwolnień pracowników. Jednak już kilka dni później wypowiedzenia się pojawiły. Decyzją wydawcy w polskich kioskach nie znajdziemy już takich gazet jak: „Barwy Życia”, „Historie o Duchach”, „Kalejdoskop Losów”, „Sekrety i Namiętności”, „Śledztwo”, „Szczypta Magii”, „Życie i Nadzieja” oraz wydania specjalne czasopism: „Świat Wiedzy”, „Z Życia Wzięte”, „Sukcesy i Porażki”, „Chwila dla Ciebie”, „100 Rad” i innych mniejszych.
Edipresse Polska będąca filią szwajcarskiego koncernu Edipresse zwolniła z kolei 31 osób i wprowadziła redukcję wynagrodzeń i czasu pracy o 20% na okres od 6 do 8 miesięcy. Burda Media Polska należąca do niemieckiego koncernu medialnego Hubert Burda Media przeprowadziła jeszcze ostrzejsze redukcje. Co ciekawe, wydawca chciał zrobić to „po cichu”. Już w połowie kwietnia prawie 50 pracowników otrzymało mailowo wypowiedzenia. Pracę straciło m.in. kilka osób z biura reklamy, projektów specjalnych, fotoedytorzy, kilka osób z redakcji „Gali”, „Elle” i „Glamour”. Spółka nie chciała komentować podjętych decyzji, nie podała także żadnych konkretnych powodów. Przecież wszystko powinno być jasne – to wina koronawirusa.
Jeszcze dalej posunął się gigant medialny – spółka Ringier Axel Springer Polska będąca własnością niemieckiego koncernu mediowego Axel Springer SE (50% udziałów) i szwajcarskiej spółki mediowej Ringier Holding AG (50% udziałów). Wydawca takich tytułów jak „Fakt”, „Newsweek” czy „Forbes” do końca czerwca rozwiąże umowę o pracę z aż 90 osobami. Poważny „kryzys” i trudna sytuacja finansowa nie przeszkodziły jednak spółce w wypłacie pracownikom ogromnych odpraw sięgających równowartości nawet pięciomiesięcznej pensji. Oprócz tego zwolnione osoby będą miały opłaconą opiekę medyczną do końca roku, mogą też liczyć na umorzenie pożyczki zwrotnej. Ponadto spółka wyłożyła aż 200 tys. zł na fundusz pomocowy dla zwolnionych pracowników. Sporo rozrzutności jak na trudne czasy, choć oczywiście z korzyścią dla samych zwalnianych.
Co się stało, że tak potężne koncerny „uciekają” z Polski lub drastycznie zmniejszają obszar swojej działalności? Oczywiście wszyscy jednym głosem mówią: „to wina epidemii”. Ale czy tak jest naprawdę? Czy to możliwe, że miliardowe spółki zaledwie po dwóch czy trzech tygodniach ograniczeń już narzekają na zyski i sytuację finansową? Dla porównania Cyfrowy Polsat zarządzający telewizją i należący do Zygmunta Solorza-Żaka ogłosił, że nie widzi potrzeby zwalniania pracowników, ani nawet obcinania pensji. Podobne stanowisko przedstawia właściciel dziennika „Rzeczpospolita” – spółka Gremi Media posiadająca polski kapitał. – Szukamy innych rozwiązań na oszczędności, mniejsze są np. objętości gazety. Obcinamy kolumny, średnio o cztery dziennie, lecz oczywiście nie ruszamy obligatoryjnych dodatków. Walczymy dalej z podniesioną przyłbicą – mówił szef dziennika Bogusław Chrabota.
Specjaliści od rynku medialnego nie mają wątpliwości: koronawirus to tylko wymówka. W rozmowie z portalem wirtualnemedia. pl prof. Wiesław Godzic stwierdził: „Nikt nie lubi przyznać się, że nie wyszedł mu interes i jest pod kreską. To bardzo niekomfortowa sytuacja. Do tego dołączy się nadzwyczajne zdarzenie, jakim jest koronawirus i wtedy znajduje się wytłumaczenie. Pewnie nikt nie uwierzy, że interes szedł znakomicie, ale winą obarcza się tylko sytuację, jaka panuje na rynku”. – Wyniki finansowe to jedno, czytelnictwo – drugie, a trzecie – lojalność czytelników. Przy niektórych tytułach można to zrozumieć, ale patrząc na zamkniecie tych, które mają również młodszych czytelników, można stwierdzić, że to okazja, by podjąć decyzje, które byłyby niepopularne, a w tej chwili mogą być łatwo wyjaśnione – dodaje medioznawca Maciej Myśliwiec.
Nie od dziś wiadomo, że niemieckie media w Polsce mają się coraz gorzej. Znamy ich poglądy i kierunek działania. Ten się jednak w naszym kraju nie sprawdza. Mimo tak silnej propagandy lewicowych mediów, wyniki kolejnych wyborów mówią same za siebie: Polakom bliżej do prawicy niż do lewicy. Tęczowe parady i promowanie dewiacji tylko ten trend umacniają. Nikt nie będzie nam wmawiał, że nasze dziedzictwo kulturowe czy architektoniczne jest własnością żydowskich spadkobierców, a zboczenia to norma, którą należy tolerować i dodawać jej przywilejów. Efekt: lewicowe dzienniki i tygodniki lądują masowo w koszach na śmieci, a ich głębokie przemyślenia są podstawą do tworzenia… makulatury.
Ratowanie się ucieczką pod przykrywką kryzysu spowodowanego epidemią to bardzo udane posunięcie z wykorzystaniem sytuacji ale jednocześnie dość czytelny znak: Polska będzie szła w kierunku konserwatyzmu. Im mocniej naciska i przytłacza nas terror lewactwa, tym silniej będziemy się zakorzeniać w tradycji i opowiadać po stronie prawicy. Bajka o koronawirusie pozwoli tylko niemieckim koncernom wycofać się w naszego kraju dyskretnie i z twarzą.
MO

