Inne

Niezwykła historia niezwykłego trunku

Ukazanie się wina ks. prałata Henryka Jankowskiego wzbudziło nieprawdopodobne zainteresowanie. Było niczym włożenie kija w mrowisko! Pod sklepem naprzeciwko szpitala na Zaspie, gdzie trafiły pierwsze butelki, zebrały się tłumy dziennikarzy z całej Polski. To było prawdziwe natarcie! Wszyscy zastanawiali się, jak na ten niecodzienny fakt zareagują władze kościelne. A jak powstał sam trunek? Skąd wzięła się jego idea? Odkrywamy tajemnicę wina, które powstawało w złotym i purpurowym blasku, a skończyło… w cieniu.

Dziennikarze uczyli się od Wielkich
Częstym gościem u ks. prałata Jankowskiego była nasza załoga redakcyjna. I mowa tu nie tylko o zadaniach reporterskich, ale przede wszystkim o relacjach przyjacielskich które wiązały naszego redaktora naczelnego dra Michała Antoniszyna i króla prałatów. I co istotne panowie spotykali się regularnie i za dobrych czasów dla prałat i za tych gdzie „przyjaciele” nie mając już z czego korzystać u księdza, poszli swoją drogą. Ale nim wykruszyło się swego czasu tłumne otoczenie kapelana Solidarności, był czas kiedy stosunki pomiędzy prałatem, a ówczesnym metropolitą gdańskim abp. Tadeuszem Gocłowskim były dość napięte.

Szafa, a w niej… lawina luksusu dla podniebienia
Podczas jednej z wizyt dra Antoniszyna, ks. Prałat podszedł do dużej szafy. Ze znajdującej się w dolnej części mebla szuflady, ks. Jankowski wyciągnął niewielką skrzyneczkę. W niej leżała piękna, bogato zdobiona w kolorach złotego i krwistej czerwieni, ekskluzywnie wyglądająca butelka. Był to koniak o nazwie Monsignore (wł. prałat). Dr Michał Antoniszyn i ks. Henryk Jankowski skosztowali po kieliszku. Wówczas redaktor naczelny „Wieczoru” pomyślał, że prałat, jako osoba tak dobrze znana publicznie i poważana, powinien mieć własne wino, trunek ze swoją podobizną, po czym wysunął propozycję: „Może byśmy zrobili dla prałata wino o nazwie Monsignore?”.

Wodę w wino, pomysł w czyn!
Ze swoim pomysłem dr Michał Antoniszyn poszedł do Franciszka Mądrego, niedawno pochowanego biznesmena, właściciela osiedla „Modre” w Straszynie, znanego producenta alkoholu. Naczelny „Wieczoru” powiedział, że ma pozwolenie na stworzenie wina sygnowanego nazwiskiem prałata Jankowskiego, po czym przedstawił przedsiębiorcy swoją wizję. Miało to być wino ekskluzywne, zdecydowanie nie do produkcji masowej, a jedynie funkcjonujące tylko jako wyjątkowy, luksusowy podarunek. Miało być, podobnie jak koniak, w pięknej butelce w złoto-czerwonej kolorystyce etykiety, z wizerunkiem ks. prałata, sprzedawane w eleganckiej, nobilitującej obdarowywanego skrzyneczce. Franciszek Mądry zgodził się na produkowanie takowego, jednak miał nieco inną wizję: chciał, by wino trafiło do masowej sprzedaży.

Pieniądze na świątynię przy Profesorskiej 17
Podczas następnego spotkania panowie spisali umowę o podziale zysków: 70% miało trafić do producenta – Mądrego, 20% do ks. prałata Jankowskiego, a 10% na zasilenie naszego redakcyjnego kapitału. Zamysłem naczelnego „Wieczoru” było jednak poprawienie sytuacji finansowej parafii św. Brygidy, choć mówi się, że zysk uzyskany z wina miał być przeznaczony na budowę Bursztynowego Ołtarza w Bazylice św. Brygidy. Gdy sprawa ta trafiła do arcybiskupa Gocłowskiego, ten stanowczo zakazał finansowania ołtarza ze sprzedaży alkoholu.

Sklep na gdańskiej Zaspie w obiektywie mediów z całej Polski
Produkcja wina ruszyła, a pierwsze butelki trafiły w 2005 roku do sklepu „Ania” prowadzonego przez dwie młode dziewczyny na gdańskiej Zaspie (sklep ten znajduje się naprzeciwko szpitala). Już w pierwszych dniach przed marketem zebrały się tłumny dziennikarzy żądnych wiedzy i sensacji. Wino Monsingnore stało się ogólnopolskim hitem! Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem i zamiarem pomysłodawców ekskluzywnego trunku…

Zamiast „złota” w butelce, marna wschodnia podróba
Bo wino się takim trunkiem nie stało. Po prostu nie miało szans na bycie ekskluzywnym i unikatowym. Zarówno butelka, jak i etykieta nie miały nic wspólnego z luksusem – były tandetne, kiczowate i brzydkie. Również smak pozostawiał wiele do życzenia. Pierwotnym pomysłem dra Antoniszyna była produkcja brandy zamiast wina, jednakże z tej opcji zrezygnowano, gdyż wymagała specjalnych pozwoleń. Główny producent Franciszek Mądry był bardzo niezadowolony, że prałat Jankowski, który bardzo lubił wręczać prezenty, więcej win rozdaje niżeli trafia do sprzedaży. Prałat rozdawał trunek całymi kartonami, po kilkanaście butelek dla jednej osoby. Po około trzech latach, w 2008 r. wino Monsignore zniknęło ze sklepów. Nie było na nie już tylu chętnych, ile na początku, bo z przewidywanego towaru luksusowego stało się tandetą w płynie. Był to też okres, kiedy prałat Jankowski był głośno posądzany o antysemityzm, przez co niektóre hurtownie alkoholi odmawiały nabywania wina, a nawet bojkotowały sprzedaż! W międzyczasie zdarzali się jeszcze fałszywi producenci, którzy bezprawnie wykorzystywali nazwę wina i okradali przy tym samego prałata, który i tak już miał mniej niż więcej…

Udostępnij

Zostaw pierwszy komentarz

Obserwuj nas