Zewsząd docierają do nas informacje, że niestety, epidemia koronawirusa położy się cieniem na gospodarce, rynku pracy i życiu każdego z nas. Dobrze wiemy, bo i rząd regularnie nas o tym informuje, że sytuacja jest naprawdę poważna. Przedsiębiorcy zaczynają już liczyć straty i szukać ratunku dla swoich firm. Martwią się pracownicy, czy jutro będą mieli gdzie zarobić na życie. Większość swoje rozterki pozostawia jednak dla siebie i ewentualnie swoich najbliższych. Niektórzy wolą jednak biadolić i narzekać na forum publicznym. A kto się najbardziej martwi o przyszłość? Paradoksalnie – ten, który ma najmniejsze powody do zmartwień!
Podczas gdy małe i średnie firmy szukają rozwiązań problemów i starają się mimo wszystko utrzymać miejsca pracy, gigantyczne, wielomilionowe koncerny albo już masowo zwalniają ludzi, albo zapowiadają podjęcie takich kroków. I to firmy międzynarodowe, których olbrzymi kapitał pozwala na utrzymanie pracowników przez nawet kilka miesięcy, mimo braku możliwości działania! Ale po co, skoro można zabezpieczyć jedynie interes prezesów i dyrektorów, aby ich poziom życia nie zmienił się ani trochę. Aby nie musieli rezygnować z luksusowych samochodów, markowych zegarków i torebek. A przeciętny pracownik, który z miesiąca na miesiąc chce mieć jedynie środki na zapewnienie sobie i rodzinie podstawowych potrzeb? On już nie jest taki ważny! Przecież to podrzędni pracownicy są dla zarządu, a nie zarząd dla pracowników.
Nad swoją dolą użalają się też właściciele może niedużych, ale kasowych firm: luksusowych salonów kosmetycznych, fryzjerskich, czy lokali rozrywkowych. Załamują ręce, że dramat, że zostali praktycznie bez środków do życia, bez pracy, bez źródła dochodu. A co się stało z dotychczasowymi zyskami? Czy ktoś, kto na luksusowych usługach zarabiał kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy dziennie nie miał możliwości odłożenia „zaskórniaków” na czarną godzinę? Okazuje się, że ekskluzywne życie kosztuje, a teraz standard życia trochę się obniży? To doprawdy dramat!
Drugą grupą wylewającą publicznie swoje żale na trudny okres, są wszelkiego rodzaju artyści: aktorzy, wokaliści, celebryci, tancerze, showmani i inni. Bo nagle zamknięto wszystkie teatry i miejsca kultury, odwołano koncerty i występy. I co teraz zrobić? Jak przeżyć ten ciężki czas, kiedy nie będzie ich stać, aby opłacić luksusowy apartament w centrum Warszawy albo willę w Konstancinie? Co zrobić, kiedy trzeba będzie kupić torebkę za 3000 zł a nie 30 000 zł? W gronie wielce pokrzywdzonych znalazła się m.in. Krystyna Janda, która jest właścicielką dwóch prywatnych teatrów, czy aktorka Barbara Kurdej-Szatan – gwiazda reklam, seriali i wielu kasowych filmów. – Nasza najbliższa trasa z „Pikantnymi” odwołana. Artyści, którzy pracują tylko w teatrze, nie grają spektakli, nie będą mieli za co żyć… Co za czas… Mam nadzieję, że szybko się skończy ten koszmar – żaliła się w medium społecznościowym Kurdej-Szatan. -Aktor pracujący na etacie w teatrze ma podstawę pensji około ponad tysiąc złotych – reszta zarobku zależy od ilości zagranych spektakli. Jeśli nie gra nic – ma tylko tę podstawę. Na kredyty i życie to nie starczy… a jest również mnóstwo aktorów bez etatów, którzy żyją z samych spektakli… czyli w tej sytuacji nie mają nic – podsumowała smutno aktorka. Na celebrytkę i podobnych jej zrozpaczonych artystów spadła w odwecie wielka fala krytyki ze strony społeczeństwa. I trudno mówić, że niesłusznie. No tak, aktorzy głównie przymierają głodem. Zwłaszcza ci, którzy za jedną kampanię reklamową dostają większą gażę niż przeciętny Polak zdoła uciułać przez całe życie.
Wśród zakochanych w sobie celebrytów denerwujących społeczeństwo swoim użalaniem się nad sobą znalazło się jednak kilka głosów mądrości. Wśród nich był np. legendarny wokalista zespołu Big Cyc Krzysztof Skiba, który dobitnie podsumował utyskiwanie swoich kolegów z branży. – Już nie mogę czytać tego utyskiwania moich koleżanek i kolegów z branży artystycznej. Jęczą jak stare baby u lekarza, że odwołano im koncerty czy spektakle. Stękają jak dziady kościelne, że stracą pieniądze. No trudno WSZYSCY (oprócz producentów maseczek ochronnych i płynów dezynfekujących) STRACĄ. Nie tylko artyści, są w tej trudnej sytuacji. Podstawowa przyzwoitość każe, aby w ciężkich czasach nie myśleć tylko o sobie. Wielu innym JEST i BĘDZIE o wiele gorzej. Wy po prostu zarobicie w tym roku MNIEJ kasy – napisał w mediach społecznościowych Skiba. Zarzucił też osobom z branży, że teraz przychodzi im ponosić konsekwencje dotychczasowego beztroskiego życia. – Minęły zaledwie cztery dni kwarantanny, a już polskie GWIAZDY cierpią i skarżą się, że nie będą miały za co płacić rachunków. Gdyby to byli jeszcze jacyś młodzi wykonawcy na dorobku, debiutanci, artyści niszowi. Nie! Do chóru narzekających zapisali się wykonawcy, którzy za jeden koncert biorą po 60 tys. zł i więcej. Kobieta z dyskontu pracuje na takie honorarium przez rok albo i dłużej. Co robiliście przez całe życie? Czemu nie odłożyliście pieniędzy jak wszystkie kurki z monetą były odkręcone? Po cholerę kupowaliście drogie auta i braliście kredyty jak idioci? Wiewiórka jest mądrzejsza od was, bo wie, że trzeba sobie schować orzeszka na zimę – dodał wokalista. Dawno w polskim show-biznesie nie padły tak mocne, a zarazem mądre słowa i za to Skibie należy się wielkie chapeau bas!
Jak to się dzieje, że przeciętny Kowalski z klasy średniej, albo nawet poniżej średniej, całą sytuację przyjmuje z pokorą, a milionerzy robią z siebie męczenników i to jeszcze publicznie? Jak to jest, że ci, którzy mają najmniej są bardziej skłonni spojrzeć na drugiego człowieka, zobaczyć jego dramat i się podzielić tym, co mają? Jak to jest, że ten, kto i tak miał ciężko potrafi schylić głowę i powiedzieć sobie: „No cóż, takie sytuacje się zdarzają. Trzeba zacisnąć zęby i to przetrwać”, podczas gdy osoby żyjące beztrosko przed kryzysem, jak i po, patrzą tylko na swoje „ja” i obwiniają cały świat? Drodzy artyści, biznesmeni, prezesi wielkich korporacji, którzy biadolicie, że będziecie mieć źle – spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie: a kto po tym wszystkim będzie miał dobrze?
IT

