Od wielu lat prowadzi się skuteczną propagandę uwrażliwiającą ludzi na krzywdę zwierząt. Pomagają w tym media, które każdy klaps zadany pieskowi mianują od razu „znęcaniem się”, „pobiciem” albo, by dodać jeszcze więcej dramaturgii – „bestialstwem” i „katowaniem”. I tym sposobem – wszystko poszło za daleko i w przeciwnym kierunku niż należy. Wokół praw zwierząt narosło tyle przesadzonych idei, że dziś już nawet strach dać psu „klapsa” gazetą, bo już się trafia za kratki. Jak to się stało, że dziś zwierzę jest świętsze od człowieka?
Oczywiście, że zwierzę jest istotą żyjącą, która czuje. Oczywiście, że należy mu się szacunek i troska. Oczywiście, że znęcanie się nad bezbronną istotą obojętnie jakiego gatunku powinno być zakazane. Oczywiście, że życie i zdrowie trzeba chronić. Ale wszystko z głową! A tutaj – wydaje się – władze pod wpływem „zwierzęcych” organizacji i podkręcanych przez nie obywateli, zdają się tracić zdrowy rozsądek.
Gdy spróbujemy poszukać w mediach informacji o niewłaściwym traktowaniu zwierząt, nie znajdziemy słowa „uderzył”. Nawet gdy sprawa nie jest jeszcze wyjaśniona, o czym nie tak dawno przekonał się mieszkaniec Gdańska, który trafił do aresztu za rzekome pobicie psa. A na „gorącym uczynku” został złapany przez przechodniów, którzy oddali go w ręce policji. Dowody? Zeznania świadków. Ale jak wiemy, dla obecnego społeczeństwa wszystko może być znęcaniem się. Tak naprawdę nie wiemy, jaka była przyczyna takiego zachowania mężczyzny. Nie wiemy, czy pies coś nabroił i był za to po prostu ukarany. Nie znaleziono żadnych obiektywnych źródeł przedstawiających co się stało, a sąd z łatwością nakazał umieszczenie tego człowieka w areszcie. I choć tak naprawdę oprócz powierzchownych doniesień nie ma żadnych konkretów ani dowodów, właściciela z zasady uważa się za zwyrodnialca, którego należy skazać na kilka lat w więzieniu. Polskie prawo jest temu przychylne, zwłaszcza po ostatnich zmianach w ustawie o ochronie zwierząt.
Pod koniec stycznia uchwalono przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości pakiet zmian, który zaostrza kary za znęcanie się nad zwierzętami oraz wprowadza dożywotni zakaz posiadania zwierząt dla osób, które były wcześniej skazane za to przewinienie ze szczególnym okrucieństwem. Nas zastanawia, czego na studiach prawniczych uczyli się ministrowie sprawiedliwości? Czyżby minister Ziobro był nieuważnym słuchaczem? A może trafił na nie najlepszych profesorów?
Jeszcze ładnych parę lat temu na studiach prawniczych uczono, że kara więzienia jest najgorszą z możliwych kar i powinno się ją stosować jak najrzadziej. Dlaczego? Bo – po pierwsze – niczego nie uczy, nie wychowuje i nie resocjalizuje (a jak już to robi to naprawdę w minimalnym stopniu). Nie ma żadnych powodów by przypuszczać, że po odsiadce tenże „zwyrodnialec” nigdy już nie dopuści się znęcania nad zwierzęciem. Po drugie – czy siedzenie w więzieniu za pieniądze podatników, karmienie i de facto nicnierobienie to naprawdę kara? Czy jest to coś na tyle dotkliwego, by zniechęciło do łamania praw zwierząt? Nie wydaje nam się. Biorąc pod uwagę współczesny system wartości o wiele bardziej dotkliwą dla przestępcy karą byłaby np. wysoka grzywna czy przymusowe prace społeczne. Gdyby taki delikwent za każde „pobicie” psa musiał wyłożyć z domowego budżetu pokaźną sumę, zastanowiłby się dwa razy przed kopnięciem zwierzaka.
Pytanie tylko, jak odróżnić znęcanie się nad zwierzęciem od zwykłego ukarania. W obecnych czasach wydaje się, że granica między jednym, a drugim się zatarła, choć powinna być bardzo wyraźna. Skąd w społeczeństwie takie przewrażliwienie na punkcie zwierząt? Dlaczego są one stawiane wyżej niż człowiek? Jak w ogóle obrońcy psów wyobrażają sobie wychowywanie zwierzęcia? Czy od teraz na widok np. pogryzionych mebli trzeba będzie słodko zaśpiewać „nieładnie, nie wolno tak gryźć”? Nawet dziecko, które rozumie ludzką mowę nie posłucha takiego komunikatu, a co dopiero pies. Niestety, tutaj nie ma innej rady – jeśli chce się uzyskać zamierzony efekt (czyli np. oduczenie psa gryzienia mebli) konieczne jest delikatne skarcenie. A idąc jeszcze dalej – gdyby chodziło o pogryzienie dziecka? Też nie wolno psa uderzyć bo to znęcanie? Może jeszcze trzeba go za to pogłaskać?
Do czego doprowadzi takie stawianie psa ponad człowiekiem? Już dzisiaj zdarzają się absurdy, że właściciele nic nie robią z psem, który całymi dniami szczeka i wyje nie dając żyć sąsiadom, a na zwracanie uwagi lekceważąco odpowiadają, że „przecież to pies, wiadomo, że szczeka”. I oczywiście nic nie można z tym zrobić, bo pieskowi wszystko wolno. Ludzie się nie liczą, powinni wręcz dostosować swoje życie i harmonogram dnia do pupila sąsiada, nieprawdaż?
I pytanie klucz! Dokąd zmierza ta psia ochrona? Czy niedługo zostanie zakazany całkowity ubój zwierząt i wszyscy obowiązkowo będą musieli przejść na wegetarianizm bo zwierzakom nie wolno wyrządzać krzywdy? A co z drapieżnikami, które podobnie jak ludzie żywią się mięsem? Też będą karane? Czy łańcuch pokarmowy nie jest prawem natury? Może już wkrótce za zabicie muchy będzie grozić kara pozbawienia wolności, bo będzie nosić to znamiona znęcania nad zwierzętami?
Liczymy – być może trochę naiwnie – że tak się jednak nie stanie, że władzom, ale też suwerenowi, czyli społeczeństwu naleje się trochę oleju do głowy i nie będą tak radykalni w swojej miłości do zwierząt. Bardzo łatwo przekracza się, albo nawet zaciera się granice, jednak ze świecą szukać przykładów, by wyszło to kiedykolwiek komukolwiek na dobre. Nigdy nie należy przesadzać, w żadną stronę. Oby ta świadomość towarzyszyła wszystkim, a zwłaszcza tym przy tworzeniu dobrych, racjonalnych i merytorycznych przepisów prawa!
IT

