Inne

Stan przedzawałowy w służbie zdrowia!

Jak wynika z raportu OECD – lekarzy w Polsce w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców mamy najmniej w Unii Europejskiej. Sytuację pogarsza to, że duży procent absolwentów kierunków medycznych wyjeżdża za granicę.

Na 1000 mieszkańców naszego kraju przypada 2,2 lekarza. W Europie (ale nie w Unii, gdzie nasze miejsce „czerwonej latarni” jest niezagrożone) gorzej jest tylko w Turcji i Macedonii. Średnia unijna to 3,1 lekarza na 1000 mieszkańców, czyli prawie półtorakrotnie więcej niż w Polsce. W marcu ubiegłego roku opublikowano raport Najwyższej Izby Kontroli na temat kadr medycznych. Czytamy w nim, że brak całościowej, perspektywicznej wizji kształcenia kadr medycznych może okazać się groźny dla polskiego systemu leczenia. Na polskich uczelniach medycznych kształci się sporo lekarzy. W ciągu 10 lat liczba studentów medycyny podwoiła się. Jednak coraz więcej z nich to cudzoziemcy, którzy po zakończeniu nauki wracają do siebie. Rośnie liczba absolwentów, którzy po ukończeniu uczelni i odbyciu w Polsce stażu emigrują. A na dodatek coraz więcej lekarek po studiach nie decyduje się podjąć pracy, a zająć się domem. W najbliższej przyszłości może okazać się, że aby zapewnić opiekę medyczną wszystkim potrzebującym w Polsce będziemy musieli sprowadzać lekarzy z zagranicy.

Nieznana liczba wyjazdów

NIK zwraca uwagę, że Ministerstwo Zdrowia nie wypracowało rzetelnej procedury określania liczby niezbędnych lekarzy. Nie utworzono planowanego Systemu Monitorowania Kształcenia Pracowników Medycznych. Nie ma też mechanizmów służących szacowaniu skali emigracji personelu medycznego. Kiedyś w Ministerstwie Zdrowia był departament statystyki. Ale uznano, że publikowane przez niego dane są „kompromitujące” i departament rozwiązano. Obecnie jednym z nielicznych, choć pośrednich, źródeł informacji na temat liczby wyjeżdżających lekarzy i pielęgniarek może być rejestr wydanych zaświadczeń o prawie wykonywania zawodu (od 2012 do momentu opracowania raportu wydano 9200 takich zaświadczeń). Rejestr ten obejmuje jednak tylko osoby, które chcą ubiegać się o pracę na terenie Unii Europejskiej, ale już np. nie w USA, Arabii, czy Australii. NIK zaznacza, że lekarze emigrują nie tylko z przyczyn finansowych. Przy dramatycznym braku lekarzy w niektórych specjalnościach piętrzą się niezrozumiałe utrudnienia w karierze medycznej. Sporo lekarzy wyjeżdża więc po to, by za granicą zdobyć specjalizację.

Ci którzy pozostają

Brak lekarzy wymusza nadmierną pracę tych, którzy jeszcze są. Co jakiś czas prasa epatuje nas historią lekarza, który zmarł podczas kilkudniowego dyżuru. Ostatni taki przypadek miał miejsce 29 października ub.r. w Kartuzach. Z kolei lekarz-rekordzista ze Śląska pracował 149 godzin w tygodniu u ośmiu różnych pracodawców. Czyli w tygodniu był jedynie 29 godzin poza pracą – 4 godziny i 8 minut dziennie! A z tego jeszcze trzeba odjąć co najmniej godzinę dziennie na dojazdy, bo miejsca pracy lekarza były rozrzucone w promieniu 16 km. Ten stachanowiec przeżył, ale czy ktoś z Państwa chciałby być operowany przez chirurga, w trzeciej dobie jego dyżuru?

Uprościć biurokrację

Pomimo dramatycznego braku lekarzy, w Polsce oprócz leczenia obciążani są oni jeszcze całą masą czynności zbędnych w procesie leczenia. Czynności, które w innych państwach wykonują pielęgniarki, albo których się nie wykonuje wcale. Najlepszym przykładem jest wypisywanie recept. Jeśli pacjent ma usuniętą tarczycę, do końca życia musi brać hormon – tyroksynę. W Stanach Zjednoczonych dostaje receptę, którą pokazuje w aptece, kiedy kupuje lek. I ta jedna recepta starcza mu do końca życia (chyba, że endokrynolog zmieni mu dawkę hormonu). W Polsce chory receptę w aptece zostawia. A więc po zjedzeniu pudełka piguł musi iść po następną receptę. Oczywiście do lekarza, bo pielęgniarka w Polsce nie ma prawa wypisać recepty…

Jest pomysł, ale…

W lutym br. w radiu TOK FM wystąpił wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Powiedział on, że studia medyczne powinny być płatne. „Taka odpłatność powinna być wprowadzona w połączeniu ze stypendiami, które pokrywają 100 proc. kosztów, ale potem trzeba byłoby te stypendia odpracować przez kilka lat. Albo jeżeli młody lekarz chce wyjechać za granicę, niech zwróci stypendium” – powiedział Gowin. Swój pomysł rozwinął w kolejnych wystąpieniach. Np. w „Trójce” powiedział, że Polska ponosi wysokie koszty kształcenia lekarzy, którzy później wyjeżdżają do zamożniejszych krajów, np. do Francji, Niemiec czy Norwegii. Jego zdaniem wprowadzenie zasady finansowania studiów przez stypendia, które będą umarzane po odpracowaniu w kraju, nie jest sprzeczne z konstytucją. Pomysł ten jednak nie podoba się ministrowi zdrowia. Konstanty Radziwiłł powiedział, że obciążanie młodych lekarzy kosztami kształcenia nie jest dobrym rozwiązaniem, a zakaz wyjazdu z kraju czy odpracowywanie studiów nie zahamują emigracji młodych lekarzy. Dodał, że jego zdaniem wyjazdy lekarzy to zjawisko korzystne, bo dzięki nim zdobywają oni doświadczenia pracując w innym systemie ochrony zdrowia.

Rozwiązanie najprostsze

W medycynie ludzie dzielą się na lekarzy i pacjentów. Jeśli ministrem zdrowia jest lekarz, będzie on dbał o interesy lekarzy. Jeśli pacjent – o interesy pacjentów. Może by więc warto było zadbać o to, by to nie lekarze zostawali ministrami. Ostatnim ministrem-pacjentem w resorcie była Franciszka Cegielska. I był to chyba najlepszy minister zdrowia w historii…

Michał Wodziński

Udostępnij

Zostaw pierwszy komentarz

Obserwuj nas