Jako Polka, patriotka przyglądam się z niezwykłą atencją temu, co dzieje się w naszym kraju i jest związane z nowelizacją ustawy o IPN. Czy ktoś z Państwa chciałby być pomawiany lub oczerniany? Czy jeśli Wasz sąsiad ukradnie w sklepie czekoladę to Wy pozwolilibyście, aby być nazwani złodziejami zamiast niego? No właśnie, chyba każdy chce bronić swojego dobrego imienia. W takim razie czemu jako naród mamy sobie tego odmówić? Czemu w dalszym ciągu boimy się „co powie Zachód”, a w szczególności wszechmocne i nieomylne Niemcy?
Naród na niby?
Czy wspomniana ustawa zachęca do nienawiści? Nie. Czy zachęca do obrażania innych nacji lub poszczególnych osób, które „mylą” historyczne fakty, nazywając Polaków oprawcami, zamiast jednym tchem wypowiedzieć słowo – Naziści? Nie! Ona „reaguje” jedynie na zakłamywanie prawdy, stanu faktycznego, oczernianie narodu polskiego, jakie miało miejsce już nieraz na przełomie lat. I tak czytamy: Art. 55a. „1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3”. Czy jeszcze ktoś z Państwa ma wątpliwości, że ta ustawa zburzy nasze relacje „z całym światem”? Jako młody człowiek jestem zszokowana, że tyle pomyj wylewa się na nasz na naród, tylko i wyłącznie za… chęć ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego. Walczymy nie o poróżnienie z Izraelem czy Niemcami, a o prawdę historyczną. Najbardziej bawią mnie wyplute jadki nt. ustawy, pokazujące jakoby Polacy chcieli pokłócić się z całym światem. Porażka polskiej dyplomacji? Oczywiście! Tylko, że naród, którego historię możemy zakłamać… już narodem nie jest!
Polityczna gra na emocjach Polaków…
Boli najbardziej coś innego. Nie tylko mnie, wielu młodych patriotów. Polityczny lans i „wypływy” do mediów krytykanctwa oraz chęć zaistnienia. No przecież – to rok wyborczy! Jak to mówi ulubiony polityk mojego taty – Borys Budka – „trzeba walczyć o samorządy”. Z całym szacunkiem do pana posła, młodego i takiego, któremu jeszcze chce się chcieć (co bardzo szanuję)… Wolałabym gdyby politycy choć trochę udawali, że oni chcą „walczyć” o dobro Polski i Polaków. Nie o stołki, samorządy, rady nadzorcze w państwowych spółkach etc. Niestety im dłużej pracuję w branży medialnej tym częściej zgadzam się z Owidiuszem: „Moje nadzieje nie zawsze się spełniają, ale zawsze mam nadzieję”… Czy naszemu narodowi starczy sił by w tej nadziei wytrwać? No i rzecz jasna – z tą nadzieją – spoglądać w przyszłość? I dalej parafrazując klasyka – „miałam sen…” w którym najwyższym dobrem Polaków byli sami Polacy, a nie układy, stanowiska, apanaże, ach! Dalej wzrokiem już nie chcę sięgać!
Wykrzyknik „nad” Stutthofem
Są jednak zwiastuny, tego, że może być dobrze. Jako Pomorzanka, oczywiście od 10 lat zaledwie, bo jestem dumną Warmianką i nie zamierzam udawać na siłę gdańszczanki od urodzenia (to teraz modne), cieszy fakt modyfikacji nazwy Muzeum Stutthof. Jak „donoszą” z Warszawy, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego najprawdopodobniej zmieni nazwę sztutowskiego muzeum. W tej nowej ma pojawić się dodatkowa część „były niemiecki obóz koncentracyjny”. Tak naprawdę, według mnie jest to kwestia potrzebna dla reszty świata, bo nie dla nas Polaków. Chyba większość z nas, jeszcze w szkole średniej (wszak podstawówka to zbyt wcześnie) był na szkolnej lekcji edukacyjnej w terenie (celowo nie używam tu słowa – wycieczka) w Treblince, Sztutowie, Oświęcimiu czy Sobiborze. Widząc… ekspozycję, choć nie zawsze widok ten można tak nazwać – nie ma wątpliwości kto był ofiarą, a kto oprawcą. Dlatego wszczęta procedura dotycząca nazwy placówki, to nie zmiana dla nas, a dla świata!
Samuraj polskiego słowa i nauczyciel historii
Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała także do mojego literackiego guru, nie chodzi tu o poglądy (uwaga, attenzione!), a o mojego idola… kokieterii polskim słowem, dowcipu literackiego i językowej wszechstronności. Zdecydowanie najlepszego pisarza w naszym kraju! Waldemar Łysiak, bo oczywiście o nim mowa (mam nadzieję, że choć połowa moich rówieśników, a kilka mies. temu strzeliła mi trójka w dacie produkcji) – to nazwisko zna… Olaboga, czy może być inaczej? Oby nie. Więc dla tych bardziej zainteresowanych instagramem panien… hmm… Godlewskich (czy to panny głowy bym nie dała) – podpowiadam… Warto sięgać po Łysiaka i nawet – nie zgodzić się z jego felietonami! Ale przeczytać… bez ogłupiania się internetowym kiczem, w trosce o swój rodzimy język! A czasem… o lekcję historii. Merytoryczną, i bez zakłamań! W jednym ze swoich ostatnich felietonów w „Do Rzeczy” Waldemar Łysiak „doucza” niedouczonego, na to wychodzi, premiera Izraela Benjamina Netanjahu. A owa nauka odnosi się oczywiście do tego co szef rządu Izraela powiedział do premiera Mateusza Morawieckiego: „Polacy w sposób systematyczny uczestniczyli w Holokauście”. A Łysiak zza swoich ciemnych okularów, ze wzrokiem zasmuconego na to ripostuje: „Systemowo wspierali Holocaust nie Polacy, a Żydzi. (…) co więcej systemową kolaborację z niemieckim przemysłem zagłady Żydów, który hitlerowcy zwali «Ostatecznym rozwiązaniem» praktykowali np. Francuzi, czego premier Izraela już ani Sarkozy’emu, ani Hollande’owi, ani Macronowi nie wypomniał (…) Ze strony polskiej Holocaust wspierały nieliczne szumowiny zwane «szmalcownikami», a Polskie Państwo Podziemne tępiło ów proceder bez zmiłowania – AK regularnie rozstrzeliwała «szmalcowników»”.
Łódzki Żyd werbował swoich na lepsze życie… do Sobiboru!
A Łysiak, jak to Łysiak – sypie faktami i opowiada ciekawą historię Lolka Skosowskiego, który był łódzkim Żydem i którego gestapo aresztowało, zwerbowało i przerzuciło do Warszawy. Jak sprawę opisuje felietonista: „Lolek zainkasował od Niemców pożydowski lokal przy Nowogrodzkiej i stworzył 20-osobową grupę „łowców głów”, werbując samych Żydów. Zdołali namierzyć wielu uciekinierów z getta ukrywających się po aryjskiej stronie miasta, lecz wywiad AK zdobył informację o tym, a sąd Państwa Podziemnego wydał wyrok śmierci i akowska komórka egzekucyjna strzelała do Lolka”. Lolek jednak przeżył, choć tak dobrze udawał martwego, że nabrał akowców i przy pomocy funkcjonariuszy Gestapo zrobił potem „interes”, o jakim mówiła cała Europa! „Celem nowej inicjatywy było namierzenie już nie jakichkolwiek ukrywających się poza gettem Żydów, a chodziło o czołówkę najbogatszych – żydowską elitę finansową.
Żydowscy kolaboranci Gestapo rozpuścili wieści, że Każdy Żyd posiadający cudzoziemski paszport i taki, którego stać na perfekcyjną, bardzo drogą podróbkę paszportu, zostanie przez Niemców wywieziony etapami via zachodnie Niemcy, Szwajcaria i Portugalia bądź Włochy – do Anglii lub Ameryki, a konkretnie – wymieniony z aliantami na niemieckich obywateli internowanych w USA”. I dla Lolka nastał czas triumfu, bo właściciele paszportów, razem z częścią dorobku i bagażami mieli się zgłaszać do „Hotelu Polskiego” (własności Lolka) przy ul. Długiej. A stamtąd już tylko na bezpieczny Zachód! I tak „rodacy” Lolka trafili, faktem jest na Zachód, do miasta Wittel, skąd przesyłali kartki dla rodziny! „Przed «Hotelem Polskim» stanęły więc tłumy Żydów, targających bagaże, którzy opuścili kryjówki w mieszkaniach Polaków ryzykujących egzystencję swoją i swoich rodzin. (…) Lecz następne transporty z „Hotelu Polskiego” szły już do komór gazowych w Sobiborze. Łącznie zamordowano ok. 1200 bogatych Żydów, których majątki zgarnęła III Rzesza”. Komentarz jest zbędny, bo „chociaż serce ludzkie tęskni za prawdą, to pierwszą reakcją istot ludzkich na – prawdę – jest wrogość i strach” (autor – Anthony de Mello) – i tak jest właśnie z naszą znowelizowaną ustawą o IPN…
Ewa Perłowska

