Każda partia ma swoją twarz lub nawet kilka twarzy. I tu nie chodzi mi wcale o twarze metaforyczne dowodzące dwulicowości partii, ale te rzeczywiste: polityków z pierwszych stron gazet utożsamianych z konkretnym ugrupowaniem. I odwrotnie. O ile twarze PiSu są wciąż te same od lat, to w Platformie co jakiś czas pojawiają się nowe. Do takich należy choćby nowo wybrana poseł z ramienia Koalicji Obywatelskiej Klaudia Jachira. To twarz, której opozycja powinna się jednak jak najszybciej pozbyć.
Klaudia Jachira jest ciekawym przypadkiem na polskiej scenie politycznej. Bo że krytykuje ją strona rządząca – to wiadomo. Że nie zostawiają na niej suchej nitki prawicowe media – też wiadomo. Ale problem polega na tym, że Jachiry wstydzą się nawet jej ludzie: zarówno w partii, jak i w przychylnych jej lewicowych mediach. Ale „polityczka” zdaje się tym nie przejmować: mówi co chce, kiedy chce i gdzie chce i wypowiada wojnę każdemu, kto ją skrytykuje. Jeszcze w kampanii wyborczej rzucała jak z rękawa pozwami przeciwko „hejterom” za każdy negatywny komentarz w internecie. Niedawno oświadczyła, że w sądzie spotka się z Janem Pietrzakiem, który na wizji powiedział: „To jest jakaś, przepraszam za wyrażenie, to jest jakaś zdzira wynajęta ta «Szakira». Ja protestuję przeciwko używaniu słowa «kabaret» w związku z tą postacią”. Żale na „hejt” ze strony Pietrzaka usiłowała wylewać w medium społecznościowym pisząc „czy da się upaść niżej?”. Niefortunnie Jachira trafiła na inteligentniejszego od siebie. Dziennikarz Krzysztof Stanowski odpisał: „Da się. Można śmiać się z rozczłonkowanych ciał ofiar katastrofy samolotowej” nawiązując tym samym do nieudolnych, pseudosatyrycznych występów posłanki, podczas których mówiła: „O godzinie 22 zacznie się na żywo blok ekshumacyjny oraz quiz czyja to kończyna” kpiąc z katastrofy smoleńskiej. W gronie nieprzychylnych Jachirze dziennikarzy znalazł się też Rafał Ziemkiewicz, który kilka razy dosadnie wyraził się na temat zachowania i – delikatnie mówiąc – nieprzemyślanych wypowiedzi młodej polityk. Krytyków Klaudia Jachira ma więc na pęczki. Czy aby na pewno niesłusznie?
Kim w ogóle jest Klaudia Jachira i jak znalazła się w polityce? Jeśli zerkniemy na jej biografię znajdziemy tam informację, że jest to „polska aktorka i satyryczka”. Ale wystarczy spojrzeć na jej dorobek, by nie mieć wątpliwości, że jest to niezwykle uboga aktorka pod względem doświadczenia oraz jeszcze bardziej uboga intelektualnie satyryk. W jej filmografii znajdziemy tak wybitne role jak: „kobieta przy barze”, „kobieta kupująca bilet”, czy „klientka”. Czyżby filmowcy nie poznali się na talencie „artystki”? Żeby się przekonać wystarczy obejrzeć choćby jeden filmik „satyryczny” na kanale Jachiry w serwisie YouTube. Żeby nie być gołosłowną i ja tam zajrzałam. W miarę upływu czasu oglądania posłanki czułam coraz większe… zażenowanie.
Ni to zabawne, ni to błyskotliwe, ni to trafne. A żeby być satyrykiem trzeba się odznaczać wybitną inteligencją, ostrym językiem i ciętym, trafnym dowcipem. Natomiast wyczyny Klaudii Jachiry nadają się co najwyżej do amatorskiego teatrzyku szkolnego. Aktorka albo prowadzi nieudolny dialog sama ze sobą albo recytuje własne dowcipy… nie nauczywszy się ich porządnie na pamięć. Całości dopełnia denerwująca maniera i irytujący głos „artystki” przypominający piszczałkę, przy pomocy której dzieci wywołują u swoich rodziców migrenę. Nie dziwi więc oburzenie Jana Pietrzaka – wybitnego satyryka z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem na scenie bawiącego kilka pokoleń Polaków, że ktoś pokroju Klaudii Jachiry nazywa siebie satyrykiem.
W swoich krytycznych komentarzach nie mija się też z prawdą Rafał Ziemkiewicz. W istocie, Jachira ośmiesza Platformę i Grzegorza Schetynę, który musi za nią publicznie przepraszać i zapewniać, że jej „wybryki” już się nie powtórzą (a powtarzają się co rusz). W istocie, nowo wybrana posłanka nie grzeszy intelektem ani kulturą osobistą. I kto jak kto, ale tak mądry i doświadczony dziennikarz jak Ziemkiewicz wie co mówi. A mówi szczerą prawdę i co najważniejsze – nie boi się prawdy. Nie dziwi fakt, że lewicowe media chcą nagonką podkopać autorytet dziennikarza i tym samym zagłuszyć fakty. Na nic jednak krytyka, na nic szczucie i straszenie. Choćby dlatego że „lewa strona” jest w tym straszeniu niekonsekwentna. „Klaudia Jachira to kompletnie nie moja bajka. Jej prowokacyjny humor (“humor”?) jest dla mnie połączeniem paździerzu spod znaku Studia Yayo i zbyt dużej dawki złych emocji (…) Jest więcej niż pewne, że Klaudia Jachira się nie zatrzyma, jeszcze nieraz nagra kretyński filmik” – to cytat z felietonu Rafała Madajczaka, dziennikarza portalu „Na temat” należącego do ulubieńca PO Tomasza Lisa.
Skoro nawet ludzie Platformy o przeciętnej inteligencji widzą, że Jachira tylko ich ośmiesza, a co za tym idzie, pomaga nie PO a PiS-owi, to z pewnością coś w tym jest. Jedno jest pewne: nic dobrego dla głównej partii opozycyjnej nie wyniknie z tego, że Klaudia Jachira jest jej twarzą. Platformo, pozbądź się czym prędzej tej „twarzy”, jeśli chcesz – paradoksalnie – zachować… twarz.
IT

