Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz jest sprawcą najważniejszej informacji ostatnich dni: oficjalnie oświadczył, że zamierza ubiegać się o reelekcję w nadchodzących wyborach samorządowych. Jak sam stwierdził, robi to z miłości i troski o stolicę Pomorza oraz jej mieszkańców. Większości od razu nasunęło się pytanie: czy będzie startował jako kandydat czy może kontrkandydat Platformy Obywatelskiej?
To Platforma miała rozdawać karty…
Konferencja prasowa prezydenta dodatkowo podgrzała atmosferę. Z jego słów wynika bowiem, że być może dojdzie do rozłamu w PO i to za jego sprawą! Od jakiegoś czasu, a konkretnie od momentu wszczęcia przeciwko Adamowiczowi postępowania sądowego stosunki między PO, a prezydentem nie należą do najcieplejszych. W ciągu ostatnich miesięcy wiele osób zastanawiało się, czy w obliczu „zatargów” prezydenta z wymiarem sprawiedliwości, Platforma wystawi go jako „swojego” kandydata na prezydenta Gdańska. Jednocześnie rozpatrywano też inne kandydatury, z czego najgłośniej mówiono o Jarosławie Wałęsie oraz Agnieszce Pomaskiej, szefowej gdańskiej PO. Wszyscy spodziewali się, że pierwszy ruch w tej grze wykona właśnie obecna partia opozycyjna, a dopiero po jej decyzji, odpowiedź da sam Adamowicz. Wieloletni prezydent Gdańska miał jednak inny pomysł i wykonał pierwszy ruch. Potwierdził swój start w wyborach niezależnie od poparcia macierzystej partii. Tym samym w pewnym sensie postawił się Platformie. Okazało się, że to nie PO rozdaje karty, a prezydent Gdańska!
Adamowicz zaskoczył samego Schetynę
Podczas konferencji Adamowicz wielokrotnie podkreślał „Nie jestem dzisiaj członkiem Platformy Obywatelskiej” jednocześnie zaznaczając „…sądzę, że biorąc pod uwagę moją długoletnią, niekiedy poddawaną próbie lojalność, mogę liczyć, że Platforma rozważy mnie jako swojego kandydata”. Jak sam jednak powiedział, jego macierzysta partia poznała jego decyzję zanim przekazał ją do wiadomości publicznej. Jednakże, w imię buntu przeciwko władzom gdańskiej czy nawet pomorskiej PO, zadzwonił bezpośrednio do prezesa partii Grzegorza Schetyny. Jak jednak przyznał prezydent, Schetyna nie przyjął jego decyzji z euforią. „Wczoraj przewodniczący Schetyna miał urodziny, a więc ten zbieg okoliczności nie był najlepszy. Pewnie nie był to prezent urodzinowy. Ja z przewodniczącym Schetyną rozmawiałem kilkakrotnie w ciągu ostatnich miesięcy i były to rozmowy bardzo poważne, długie. Nie jestem upoważniony i nie będę o nich szczegółowo opowiadał, natomiast ja się zachowywałem wobec przewodniczącego niezwykle lojalnie i o różnych swoich przemyśleniach, decyzjach, informowałem. Przewodniczący Schetyna miał często zdanie odmienne od mojego, ale to też jest naturalne” – powiedział Adamowicz.
Jaki będzie teraz ruch PO? Ciekawe. Jednakże prezydent Gdańska już postawił sprawę jasno: jeżeli będzie trzeba, wystąpi przeciwko kandydatowi Platformy. „Gdyby PO jednak zdecydowała się na wysunięcie własnego kandydata, wówczas nie chcę, ale muszę z powodów prawnych, ustawowych wystawić kandydatów na radnych, w co najmniej połowie okręgów wyborczych, bo w przeciwnym razie nie mógłbym kandydować na prezydenta Gdańska. Zatem byłoby to niejako wymuszone decyzją PO.” – powiedział.
Jak w takiej sytuacji zachowają cię radni PO? Jaka część zrezygnuje z partii i wystartuje u boku Adamowicza? Prezydent wie, że w Platformie zdania są podzielone. Podczas konferencji wymienił co najmniej kilku działaczy PO, którzy zachęcali go do startu w wyborach. A jednocześnie wiemy, że „góra” partii nie jest jego decyzji przychylna. „Ważny był dla mnie głos wielu ważnych działaczy PO, jak Bogdana Borusewicza, Mieczysława Struka i innych. No i wreszcie październikowa uchwała, która została uchylona, Rady Powiatowej PO, w której nie tylko jestem namawiany do kandydowania, ale też jestem pozytywnie oceniany. Myślę, że najbliższe tygodnie, miesiące będą rozstrzygające.” – mówił do dziennikarzy Adamowicz.
PO nie ma wyjścia… musi postawić na Adamowicza?
Czyżby więc pomorską, a w szczególności gdańską Platformę czekał rozłam i to wszystko za sprawą prezydenta Gdańska? Paweł Adamowicz pokazał, że jest niezależnym, zbuntowanym dzieckiem partii. Wykonał pierwszy ruch i od razu zapowiedział, jakie będą kolejne, w zależności od decyzji PO. Mamy teraz do czynienia z sytuacją odwrotną niżeli przewidywano: Adamowicz był pierwszy, a teraz czekamy na odpowiedź i krok Platformy, która pozostaje na jeszcze gorszej pozycji. A może jeszcze uda się tę sytuację odwrócić? Gra się więc zaczęła, czas ucieka, ale wszystko wskazuje na to, że Platformie kandydowanie Adamowicza, po przeciwnej stronie barykady, może grozić utratą gdańskiego fotela w magistracie…

